Uśmiech na ekranie, presja poza nim – Lichota przerywa milczenie

Dziś jest cenionym i dojrzałym aktorem z imponującym dorobkiem, ale początki jego kariery wcale nie były usłane różami. Leszek Lichota po latach wrócił wspomnieniami do czasu, gdy grał Grzegorza Ziębę w serialu Na Wspólnej. I jak się okazuje – wcale nie był dumny z popularności, którą wtedy zdobył.

Leszek Lichota był o krok od tragedii. "Zmieniłem pas i się ocknąłem na  innym"

„Za jeden dzień miałem pół pensji z teatru”

Lichota dołączył do obsady jako 26-latek. Rola w hitowej telenoweli błyskawicznie odmieniła jego życie – zwłaszcza pod względem finansowym.

W szczerej rozmowie z „Żurnalistą” przyznał, że motywacja była prosta: pieniądze.

Za jeden dzień pracy w serialu zarabiałem tyle, co za połowę miesiąca w teatrze. Dostawało się około 900 zł za dzień, a w teatrze miałem 1400 miesięcznie. Pięć dni zdjęciowych i byłem ustawiony do końca miesiąca – wspominał aktor.

Serial dał mu stabilność finansową, o której wcześniej mógł tylko marzyć. Ale sława okazała się dużo trudniejsza do udźwignięcia.


Popularność, która zamiast cieszyć… drażniła

Na początku lat 2000 seriale przyciągały przed telewizory miliony widzów. Aktorzy stawali się rozpoznawalni niemal z dnia na dzień. Lichota szybko przekonał się, jak to jest być zaczepianym na ulicy i proszonym o autograf.

I – ku zaskoczeniu wielu – nie był tym zachwycony.

Bardzo mnie to drażniło. Nie umiałem sobie z tym poradzić. Ludzie podchodzili na ulicy po autograf, a ja się na to denerwowałem – wyznał szczerze.

Dopiero rozmowa z przyjacielem uświadomiła mu, że dla fanów takie spotkanie to ważny moment, a nie coś błahego.


„Nie byłem dumny z tej popularności”

Najmocniejsze słowa padły jednak wtedy, gdy aktor odniósł się do samego źródła swojej sławy. W branży przez lata panowało przekonanie, że telenowela to gatunek mniej ambitny.

Nie byłem dumny z tej popularności. Uważaliśmy, że telenowela jest najmniej poważanym gatunkiem. To nie był dla mnie powód do dumy – przyznał bez ogródek.

Choć serial przyniósł mu rozpoznawalność i pieniądze, w środku czuł, że potrzebuje czegoś więcej.


Ryzykowne odejście bez planu B

Po sześciu latach gry w „Na Wspólnej” Lichota podjął decyzję, która dla wielu wydawała się szaleństwem. Odszedł z serialu, nie mając pewności, co dalej.

Żeby dać sobie szansę na coś innego, trzeba się odciąć. Wiedziałem, że to potrwa. Trzeba sobie dać dwa lata, w międzyczasie robić teatr – tłumaczył.

To był świadomy krok, by zerwać z wizerunkiem serialowego amanta i udowodnić, że stać go na więcej.


Opłaciło się

Dziś nikt nie ma wątpliwości, że ryzyko się opłaciło. Leszek Lichota zbudował solidną pozycję w branży i ma na koncie role, które przyniosły mu uznanie krytyków oraz jeszcze większą popularność – tym razem taką, z której może być naprawdę dumny.

Jego historia to dowód, że czasem trzeba zrezygnować z bezpiecznej przystani, by popłynąć dalej. Nawet jeśli oznacza to chwilową ciszę zamiast głośnych oklasków.

Back to top button

Adblock Detected

DISABLE ADBLOCK TO VIEW THIS CONTENT!